Zainspirował mnie Bryndal. Sprawdziłem, poznałem podstawy, wkręciłem się. Występuje w filmach amerykańskich jednak w Polsce niewiele o nim wiadomo, a szkoda. Często jest mylony z Rugby. To nie to samo, są istotne różnice. Taką typową jest wyposażenie zawodników futbolu w ochraniacze przy ich braku u rugbystów.
Futbol Amerykański
oraz Rugby
Futbol często bywa postrzegany jako nawalanka, ludzie rzucają się na siebie po piłkę i to wszystko. Owszem jest to gra brutalna ale nie głupa. Spośród poznanych mi sportów ten jest najbardziej taktyczny. Każda drużyna ma kilkadziesiąt rozgrywek defensywnych i ofensywnych.
Boisko do FA ma długość 120 jardów. Na jego krańcach znajdują się pola punktowe oraz bramki. Drużyna atakująca ma cztery próby do przejścia 10 jardów. Jeśli jej się to uda zaczyna od miejsca w którym akcja została przerwana i ma kolejne cztery próby. Celem jest wbiegnięcie w pole punktowe i przyłożenie (touchdown) które jest warte 6 punktów. Drugą możliwością zdobycia punktów jest strzał na bramkę za 3 punkty. Jeśli drużynie nie uda się przejść 10 jardów w ciągu 4 prób następuje zamiana ról i drużyna broniąca staje się atakującą i podejmuje teraz to samo zadanie. W przypadku gdy drużyny "A" zostanie przewrócony w swoim polu punktowym drużyna przeciwna otrzymuje 2 punkty tzw. safety.
Drużyny składają się z jedenastu graczy. Grę rozpoczyna center podnosząc piłkę z ziemi i podając ją do rozgrywającego. Rozgrywający to kluczowa postać ustalająca przed każdą kolejną próbę jaki typ akcji rozegrają. Rozgrywający ma do wyboru dwa rodzaje zagrań:
Zagranie podaniem - rzut piłki do któregoś z kolegów z zespołu (np. do skrzydłowego, który umoże uciec obronie i przebyć wiele jardów)
Zagranie biegowe - tuż po otrzymaniu piłki rozgrywający oddaję ją komuś kto stara się przebić przez szyk obronny.
Akcja kończy się w momencie przewrócenia zawodnika z piłką bądź wtedy gdy piłka dotknie ziemi po niecelnym podaniu.
Futbol amerykański ma swoje drużyny w Polsce. Ponoć jest to jeden ze sportów szybciej rozwijających się u nas. I dobrze, bo póki co nie mam z kim o tym gadać.
Warty obejrzenia film wyjaśniający podstawy:
Na koniec. W NFL - amerykańskiej lidze FA gra tylko jeden Polak - Sebastian Janikowski. Jest kopaczem, zawodnikiem wykorzystywanym np. po przyłożeniu kiedy drużyna która zdobyła punkt oddaje piłkę przeciwnikom przez daleki wykop w ich stronę lub podczas 4 próby kiedy to drużyna atakująca nie chce ryzykować zamiany stron w niekorzystnym dla siebie miejscu i wykopuje ją daleko od własnego pola punktowego.
Przeczytałem ostatnio artykuł o jedzeniu w fast foodach i chciałem go tu zamieścić ale cholera nie mogę teraz znaleźć. W każdym razie sprowadzę go do dwóch najciekawszych dla mnie kwestii, a mianowicie smak i barwa jedzenia.
I Smak
W szkole uczą, że smak jest rozpoznawany w jamie ustnej przez kubki smakowe w niej się znajdujące. Mają one rozróżniać podstawowe smaki: kwaśny, gorzki, słony etc. I zapewne rzeczywiście tak jest, jednak na odbieranie przez nas atrakcyjności potrawy wpływa również inny narząd zmysłu, do którego nie sięgają kubeczki smakowe. Jest to nos, o czym wiele osób pewnie już słyszało. Więc, więc, więc... aby poprawić jakość jedzenia trzeba mu nadać odpowiedni zapach - logiczne, a że sprzedaż karmy współcześnie to handel bez oglądania się na konsumenta warto sobie zadać pytanie czy wiesz co jesz. Ni chuja, nie wiesz. Wszyscy znają soki jabłkowe w których jest 20% jabłek, szynki w których jest 80% mięsa. Ale wracając do tematu, żywność przetwarzana technologicznie traci swój smak. Na przeciw temu problemowi wychodzą twórcy aromatów, w składzie produktów często występujące. Ich działanie jest proste, podczas spożywania w jamie ustnej z pokarmu zaczynają się wydzielać zapachy które przedostają się przez gardło do nosa. Aromaty dzielą się na naturalne i o zgrozo sztuczne. Sztuczny smak (aromat) jedzenia uzyskiwany jest poprzez reakcje chemiczne, których substraty to czysta chemia. Na szczęście, mógłbyś pomyśleć, naturalny smaczek to nie takie czary mary. Niestety naturalny smak różni się tym od sztucznego, że do reakcji chemicznej pobrane są związki pochodzące z natury. W efekcie uzyskane aromaty mogą mieć identyczny skład.
W artykule na którym się opieram przedstawione zostały amerykańskie firmy zajmujące się "smakotwórstwem". Naukowcy tam pracujący wypowiadali się, że idąc do restauracji potrafią rozróżnić aromaty stworzone przez nich dla różnych win.
II Barwa (krótko)
O barwnikach wiemy wszyscy, nie zawsze wiemy skąd pochodzą. Jej źródła mogą być dla niektórych obrzydliwe. Jeśli chcesz, czytaj dalej.
Filmy są za ładne. Większość opiera się na tym samym - pokazać zły problem i jego drogę do dobrego rozwiązania podczas której pojawiają się nagłe wypadki i uświadamiają, że ten który jest dobry przegrywa właśnie ze złem, aby po chwili dobro znów zatriumfowało i wycisnęło łzy z naszych powiek mówiąc, że wszystko się dobrze skończy, świat w końcu nam wszystko wynagrodzi, a ludzie staną się przyjaciółmi. Wiele jest takich filmów, prawie wszystkie komedie romantyczne dla szerszej publiki są oparte na czymś takim. Lubię te filmy, dobrze się po nich czuje, dają poczucie oczyszczenia z własnych problemów, może o to chodziło w katharsis?
Jeden impuls i jestem z powrotem w rzeczywistości, gdzie błędy nie zawszę mogę naprawić, gdzie zmiana samego siebie nie jest nagła i cudowna, gdzie ludzie są daleko od siebie a ja od nich lata świetlne, gdzie czas goni, a na głowie za dużo i nie nadążam albo za mało i nie wiem co zrobić ze sobą. I gdzie drogi trzeba sobie szukać samemu, to jest właśnie chyba piękne w tym wszystkim. Jestem kreatorem może nie do końca siebie, ale własnej ścieżki, sam wyznaczam priorytety i sam się z nich rozliczę. Mimo, że sam jestem swoim jedynym chyba wrogiem. Oby było dobrze.
Hej, długo nie pisałem, bo nie mogłem się zebrać, ogólnie mam trochę na głowie i jestem zalatany, a że z natury jestem leniwy - szczególnie zimą - to wolne chwile poświęcam na wypoczynek, nie na bloga. Do napisania zmotywował mnie komentarz Jakby Ja - obcej osoby, która sama znalazła mojego bloga. Dzięki trzem czytelniczkom za, jak na razie (hehe), ciągłe uczestnictwo w moich przemyśleniach. Przejdźmy jednak do rzeczy.
Powiem to otwarcie: lubię czytać. Aktualnie poznaję treść "Winnetou". Jest to powieść Karola Maya, która opowiada o przygodach Niemca podróżującego po bezkresie Ameryki. Poznaje tam Winnetou - słynnego wodza Apaczów, a dzięki charakterystycznej zdolności zostaje nazwany Old Shatterhandem czyli pięścią która powala. Książka początkowo wciągnęła mnie. Z każdym tomem jednak (jest to trylogia) robi się co raz bardziej nużąca. Może to za dużo jak na jeden raz? Mimo wszystko polecam, wiele barwnych postaci niewątpliwie zasługuje na uwagę. W powieści jest podanych wiele szczegółowych nazw geograficznych, opisane są zwyczaje Indian, chociaż sam autor nigdy nie był w Ameryce. Może to pic na wodę. Co ciekawe "Winnetou" był ponoć ulubioną książką Hitlera. Powoli zmierzam ku końcowi i nie mogę się doczekać sięgnięcia po któryś z prezentów gwiazdkowych: "Nagość Życia" Hatzfelda, "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd" Nowaka, "Heban" Kapuścińskiego. Zapowiada się ciekawie :)